Liliowce

LILIOWCE – HEMEROCALLISY

 

Liliowce znane w Polsce są od bardzo dawna. W starych parkach, przy klasztorach i rezydencjach możnych a nawet w wiejskich ogrodach rosły ich całe ogromne kępy. Kwitły one rok rocznie rdzawo-czerwonymi  kwiatami – były to botaniczne formy hemerocallis fulva. Drugim liliowcem botanicznym równie popularnym jest hemerocallis flava okwiatach żółtych.Liliowce te nazywane są liliami smolinosami, ponieważ próby powąchania tych kwiatów kończyły się pobrudzeniem nosa.  Hemerocallis fulva pochodzi z Europy południowo-wschodniej, Kaukazu, Japonii i Chin. Hemerocallis flava (żółty) pochodzi z Europy południowej i Syberii zachodniej. Znaczącą rolę w hodowli odmian odegrał hemerocallis fulva variegata i hemerocallis fulva „Flore Pleno”.

Liliowce są bylinami o krótkim kłączu i mięsistych (podobnych do dalii) korzeniach. Kwiaty są zupełnie podobne do lilii. Różnica polega na tym, że lilie wyrastają z cebuli. Pęd lilii jest okrągły w przekroju a liście wyrastają z niego a boki. Liliowiec ma liście wychodząca z kłącza w postaci wachlarza. Liście są równowąskie, rynienkowate a niekiedy trawiaste u gatunków botanicznych i miniaturowych.

 

Jak liliowce trafiły do ogrodów Europy a później do Ameryki Północnej?

Prawdopodobnie po podróżach i odkryciach włoskiego podróżnika Marco Polo, karawany kupieckie ruszyły na wschód jego śladem. Podróżujący napotykali na swej drodze kwiaty, krzewy i drzewa, których nigdy nie widzieli. Bardziej wrażliwi na piękno, przywozili małe krzewy, młode rośliny i sadzili je w swoich ogrodach.

Taką drogą trafiły do Europy różne gatunki kosaćców bródkowych, syberyjskich i japońskich, liliowce, hibiskusy, różaneczniki i wiele, wiele innych kwiatów.

Wszystkie te nowinki były bardzo drogie. Kupić je mogli tylko ludzie majętni. Trafiały więc najpierw rezydencji arystokratów i biskupów. Później zaczęto je hodować w ogrodach przyklasztornych i przy zamkach  zamożniejszych rycerzy.

Ze względu na łatwość uprawy liliowców, które szybko mnożą się wegetatywnie oraz naturalne krzyżowanie i wysiew nasion doszło do obniżki ich cen. Z nasion wyrastały coraz to ciekawsze kolorystycznie siewki. Dzisiaj jest to bardzo popularny gatunek w naszych ogrodach

Największe osiągnięcia w hodowli liliowców mają Amerykanie, Kanadyjczycy i Australijczycy.

Stany Zjednoczone to mekka „hybrydyzerów” – ludzi, którzy tworzą nowe bajeczne odmiany liliowców .

Nie jest to zwykłe tworzenie nowości, ale setki hodowców wytworzyło wręcz przemysł hodowlany.

Jeżeli wnikliwie śledzimy najlepszych hodowców, to uświadamiamy sobie jak ogromną i cenną pracę wykonują dając nam liliowce marzeń.

Przeważnie firmy te to dorobek całej rodziny, która na wielu hektarach sadzi setki tysięcy sadzonek, wysiewa dziesiątki tysięcy nasion. Selekcja jest bezpardonowa, pozostawiane są tylko znikomy procent roślin najpiękniejszych, do dalszego krzyżowania i testowania. Po kilku latach te najbardziej atrakcyjne są mnożone i rejestrowane. Stąd też liliowce Larrego Grace i Patricka Stamile, Elizabeth i Jeffa Salter, Jacka Carpentera, Jane i Dna Trimmer,  Morta  Morssa, Davida Kirchhoffa, Lindy i Tima Bell, Franka Smitha, Frances Harrding czy Johna Peata i Teda Petita – nie mają sobie równych. Wymieniłem tylko czołówkę, inni nie ustępują im, ale trudno ich wymienić jednym tchem i tym opracowaniu byłyby same nazwiska. Dam w dalszej części przykłady odmian niezwykłych i będą też inni wspaniali hodowcy.

 

Kwiaty wyhodowane przez w/w są tak cudne, że nawet najwięksi fantaści nie są w stanie określić co ci ogrodowi wizjonerzy  w następnych latach potrafią w tej materii osiągnąć. Nowe odmiany są znacznie a nowości niestety bardzo drogie. Mimo wszystko warto kupować najnowsze odmiany tetraploidalne. Mają one co najmniej 18 kwiatów na łodydze, rekordziści 35-50 kwiatów a najnowsze odmiana Stamila – Pierce – nawet 65 kwiatów na łodydze. Oczywiście muszą mieć optymalne warunki , żyzną glebę i odpowiednią ilość wody.

Zanim zaczniemy omawiać kształty, barwy i inne niuanse kwiatów, chciałbym pobudzić wyobraźnię czytających ten tekst. Kupujemy odmianę, która ma w opisie 30-35 kwiatów na łodydze. W pierwszym roku zakwitają kwiaty na jednym pędzie i jest ich przeważnie mniej niż w opisie hodowcy… w drugim roku pędów kwitnących jest już 3-5 a nawet więcej. Na każdym pędzie zakwita codziennie 1-3 kwiatów. Czy jest powód do radości ? Jest. Ale to co się dzieje w latach następnych jest trudne do opisania. Mamy codziennie 30-50 lub więcej kwiatów o średnicy 10-16 centymetrów na jednej kępie liliowca. A jeżeli takich odmian jest 5-10-50 czy 100 to można sobie wyobrazić, że nikt kto będzie przechadzał obok ogrodzenia Waszej posesji, nie przejdzie obojętnie bo trudno będzie oderwać wzrok od tych wspaniałych kwiatów. Dla przeciętnego widza jest to szok. Te kwiaty muszą się podobać! Jedynie większa ilość lilii orientalnych,  orienpetów  czy trąbkowych, które majestatyczne dochodzące do 2 metrów wysokości pędy z ogromnymi kielichami wonnych kwiatów, są równie piękne. Jeszcze irysy wielkokwiatowe w postaci tam kwitnących równocześnie wielobarwnych roślin dają taki efekt. Miłośnicy piwonii i różaneczników powiedzą, że te kwiaty są równie piękne. I będą mieli rację! Każdy gatunek reprezentowany dużą różnorodnością kwiatów, jest piękny.

 

Współczesne nowe odmiany to już nie tylko żółte, morelowe, pomarańczowe czy czerwone.

Kopalnią wiedzy o nowych liliowcach są oprócz stron www poszczególnych hodowców biuletyny American Hemerocallis Society dwie encyklopedie wydane przez Teda L. Petita & Johna P. Peata.

Dla zainteresowanych tymi ciekawymi książkami podaję tytuły : w 2000 roku wydano„ The Color Encyclopedia Of  Daylilies”, natomiast w 2008 roku „ The New  Encyclopedia Of  Daylilies”

Pierwsza z nich zawiera 1200 zdjęć, druga 1700. Zdjęcia są wykonywane przez wybitnych  fotografów i samych hodowców. Dzięki tym informacjom łatwiej jest wybrać odmiany naprawdę piękne.

Zmienił się diametralnie wygląd kwiatów. „Modny” jest zbliżony do koła kształt petali. Płatki te zachodzą na siebie. Mają coraz to szerszą i niezwykle marszczoną falbankę. Jest ona niejednokrotnie kontrastowo zabarwiona, dwu a nawet trójbarwna. Niekiedy powycinana w fantazyjne „zęby rekina” lub „popcorn”.

W 2001 roku na konwencie American Hemerocallis Society w Victoria Falls, wystawiono na aukcję odmianę „Lady Betty Fretz”. Została sprzedana za 4,200 $. Rekordową, najwyższą w historii cenę osiągnął liliowiec „Larry’s Obsession”, tego samego hodowcy. Jego niezwykłość polega na kontraście czarno-purpurowych okrągłych płatków i białych dużych zębów. Dno jest szmaragdowo-zielone z żółtą aureolą.

Wypada także wspomnieć o odmianie „Forestlake Ragamuffin” z 93 roku, którą wyhodowała Frances Harding. Odmiana ta dała początek całej serii liliowców z falbankami zakończonymi wyrostkami jak u tulipanów „Crispa”.

Zapomniałem dodać, że szerokie falbanki o niezwykłym pofalowanym brzegu są efektem krzyżowania z siewką Kaskela zwaną „The Best Edge”.

Szczególnie piękne są liliowce krwistoczerwone, purpurowe – prawie czarne o aksamitnej fakturze z falbanką białą, złotą, srebrną lub pistacjowo-zieloną. Szczególnie zielone zakończenie brzegów płatków jest bardzo cenione. Cudeńka te tworzą (oprócz wcześniej wymienionych hodowców) Linda Agin, Karol Emmerich, Phil Korth, James Gossard, Larry Grace, John Kinnenbrew i wielu innych. Np. John Riece zaskoczył cały liliowcowi świat w 2005 roku odmianą „Bass Gibson” a Jeff Salter odmianą ”Fantasting Fringe”. W obu przypadkach odmiany te (w optymalnych warunkach hodowlanych) mają wyrostki ponad 1 cm długości.

Kontrastowe ząbkowanie mają również najnowsze odmiany pełne. Ted L-Petit w 2001 roku zarejestrował odmianę „Susan Pritchard Petit” – na cześć swojej żony, a w 2002 nie mniej piękną „Candyman Can”. George Doorkian w 2006 roku introdukował „Ellen Laprise”

Głośno jest już dziś o fenomenalnych odmianach pełnych z ząbkami, które stworzyli w ostatnich latach Barry Matthie, David Kirchhoff oraz Joinerowie.  Nie sposób jest wymienić wszystkie odmiany godne uwagi.

Hodowcy mają w tej chwili jeden cel – przedłużyć trwałość kwiatów do 2-3 dni.

Potencjał energetyczny wielu odmian jest niemożliwy do przewidzenia. Jednak nie łudźmy się, że najlepsze odmiany uda nam się kupić. Wiele z nich jest zarezerwowana dla hodowców amerykańskich. Do Europy trafią za 3 – 5 lat.

 

  1. Podział Liliowców ze względu na kształt kwiatu.

 

Liliowce dzielimy na:

ü  pojedyncze – mają 3 petale i 3 sepale

ü  pełne – oprócz petali i sepali mają zwiększoną ilość płatków w centrum

ü  pająki – charakteryzują się większą średnicą kwiatu a płatki w większości są długie i wąskie

w tej grupie wyróżnia się w ostatnich latach :

  • semispidery – mają przeważnie szersze u nasady płatki i ostro zakończone
  • UFO – tzw niezwykłe (nieznane) formy

ü  Liliowce o zwiększonej liczbie petali i sepali, tzw polytepale. Mogą mieć ich po 4, 5 lub więcej. Z tej grupy najciekawsze wydają się być :

  • Tepaled Teddy”  Jacka Carpentera z 99 roku
  • Chief Four Fingers” Neda Robertsa z 2002 roku
  • Chipnoti Zed” Teda L. Petita z 2006 roku
  • oraz „Rikochet Rufflesę Chrisa Rogersa y 2008 roku.

 

                                           II.      Podział liliowców ze względu na średnicę.

AHS definiuje liliowce na :

ü  miniature daylilies – mają średnicę do 3” tj 7,6 cm

ü  small flowers – średnica tych kwiatów to od 3 do 4,5” czyli od 7,6 do 11,5 cm

ü  kwiaty powyżej 11,5 cm są uznane za wielkokwiatowe

 

Autorzy „The New Encyclopedia Of daylilies”  czyli Peat i Petit przedstawiają liliowce pojedyncze jednobarwne w grupach kolorystycznych, czyli

ü  white (cream to white) – białe i kremowe

ü  yellow (yellow to gold) – żółte i złote

ü  orange (Apricot, melon to orange) – o odcieniach pomarańczy, brzoskwini i melona

ü  pink (pink to rose pink) – różowe

ü  lavender (lavender to purple) – lawendowe do purpuratów

ü  red (red to black red) czerwone do ciemno czerwonych

ü  Black – prawie czarne

W grupie pojedynczych oraz pełnych wyodrębnia się liliowce z kontrastowym okiem i brzegiem:.

Są to liliowce najbardziej poszukiwane i lubiane. W grupie tej obserwujemy niezwykłą dynamikę rozwoju jakościowego i zaskakujące połączenia barw. Są to następujące grupy:

ü  liliowce z kontrastowym okiem

ü  liliowce z kontrastowym okiem i brzegiem

ü  liliowce bez oka ale z kontrastowym (z reguły z ciemniejszym) obrzeżem

ü  liliowce z kolorową aplikacją

ü  liliowce z centrum w postaci kresek promieniście rozchodzących się od środka oraz z wyraźnym odgraniczeniem oka od reszty płatków

ü  liliowce z kreskowym okiem, oko dzieli żółte, zielonkawe centrum z końcową połową płatka

ü  liliowce z koncentrycznymi pierścieniami w kilku barwach i niekiedy z prawdziwymi wzorami w samym oku

ü  liliowce o niezwykłych malarskich wręcz przenikaniach barw – „Elfin Illusion”

ü  liliowce mające całe płatki pokryte kreskowym wzorem (wzdłuż nerwów)

 

Ponadto T. Petit i J. Peat wyodrębniają:

           

ü  liliowce z aplikacją – patterned daylilies & applique throats – najbardziej znane u  nas ”Ultraviolet Mood” Stamile z 97 roku i „Spacecoast Sea Shells” – Kinnenbrew 2003

ü  liliowce (maskara eyes or bands) są to kwiaty o rysunku i cieniowaniu zbliżonym do makijażu. W grupie tej brylują specjalistki od niezwykłych miniatur – Elizabeth Salter i Grace Stamile z odmianami „Blue Elf”; „Patchwork Puzzle. Na naszym rynku bardziej znane są „Paper Butterfly” Morta Morsa z 1993 roku i „Rainbow Candy” Patricka Stamile z 1996 roku.

ü  Liliowce z (concentrie circles or bands) wielobarwnymi licznymi koncentrycznymi pierścieniami i niezwykle fantazyjnymi wzorami na petalach. Do najciekawszych należą; „Time In A Bottle” Petit 2001; „Infinity And Beyond” Petit 2006;”Screen Pattern” Stamile 2005; „Static” Stamile 2006 I “Tricolor” również Stamile z 2006 roku.

ü  rozwinięciem tej grupy są liliowce z kreskowymi (wzdłuż żyłek) malowniczym wzorkiem wszystkich płatkach

ü  liliowce z tzw efektem avant-garde pattern. W 1986 roku Steve Moldovan introdukował odmianę „Avante Garde” której petale miały trójkątny pomarańczowo-ceglasty wzór i jasne pomarańczowo-cieliste brzegi. W centrum kwiatu wyróżniało się pomarańczow-rdzawe oko. Wielu hodowców powiela ten wzór np. Robert Carr w 1997 roku zarejestrował   „Alstered State”. Jednak najdalej poszła Elizabeth Salter, w 1995 roku stworzyła „Elfin Illusion”, który jest jakby wytworem grafiki komputerowej – przenikanie barw tego purpurowego liliowca z lawendowo-różowym cieniowaniem jest absolutnie genialne.

ü  liliowce tzw. efektu przesiąkniętej ornamentowej bibuły – washed eyezones. Centrum tych liliowców ma wyraźnie odgraniczone od końca petali oko, grubszą i nieregularną kreską. Środek wypełnia kreskowy jakby rozmyty cieniowany wzór. Większość tych odmian to miniatury. Do przedstawicieli można zaliczyć; „Enchanter’s Spell” E. Hudson z 1982 roku i „Little Print” Salter z 1992 roku.

ü  liliowce z kreskowym wzorem – tzw. stippling – różnej gęstości wzdłuż całej linii żyłek. W niektórych odmianach tworzą „oko” np. „Expanding Universe” Petit 1998; „Sprinked With Paprika” Stan Holley 2005, czy „Polka Dot Bikini” Johna P. Peata z 2006 roku. Natomiast miniaturka Johna Kinnenbrew z 2006 roku “Spacecoast Freaky Tiki” ma na całej powierzchni pomarańczowych płatków, czerwone różnej szerokości gęste kreskowanie

ü  liliowce z matalicznym okiem – metal lic eyes. W tej grupie opalizujące oka srebrne, aluminiowe lub miedziane oddzielają centrum kwiatu od końca płatków. Wśród wielu ciekawych odmian w tej grupie wyróżniają się; „Spatial Anomalies” J. Peata z 2003 roku, „Metallic Butterfly” P. Stamile z 2004 roku i „Lightning In A Bottle” T. Petita z 2000 roku.

ü  Liliowce z tęczowym brzegiem i pasem przez środek płatków – rainbow edges and midribs. Kwiaty tych odmian wielobarwne tęczowe falbanki oraz przepięknie cieniowane okrągłe lub trójkątne „oka”. Przykładem może być ; „Send Me A Rainbow” i „Wheel Of Time” Teda Petita z 2005 roku

ü  Liliowce określane jako narrow-formed patterned daylilies – niezwykła , wręcz wizjonerska kreatywność wielu czołowych hodowców pozwala nam cieszyć się absolutnie pięknymi liliowcami. Zachęcam czytających ten  tekst do poszukania w internecie wymienionych odmian liliowców. Tę grupę reprezentują min. ; „Puddle Jumperę Peat 2006; „Blue Hippo” Lambertson 2005; „Texas Kaleidoskope” Carpenter 2001, „Exotic Pattern” Carpenter 2007

 

Podział liliowców ze względu na ulistnienie i wegetację.

 

            Jest to najważniejszy podział grupujący odmiany wg odporności na mróz i sposób zachowania się roślin przez cały okres wegetacji. Warunkiem powodzenia w uprawie wszystkich liliowców jest zapewnienie im w okresie wiosny, lata i jesieni dużej ilości wody ale  w zimie teren powinien być suchy.

Nie możemy ich sadzić w rozpadlinach gruntu, tam gdzie zbiera się woda z topniejącego śniegu. Zanim hodowcy zaczęli masowo krzyżować liliowce, większość z nich była dormantami. Najbardziej sprzyjające warunki do uprawy tych kwiatów są w południowych i środkowych stanach USA – najwięcej znaczących firm jest na Florydzie i w Kalifornii.  Najwięcej liliowców hoduje się w pasie nadmorskim od Maine, New Yor poprzez Alabamę, Karolinę Południową i Północną, Georgię, Alabamę do Texasu.

Wspominam o tym rozmyślnie, gdyż oglądawszy strony internetowe Stamila, Smitha, Kinnenbrew i innych będziemy mieć w opisach większość odmian „wiecznie zielonych – evergreen i nieliczne semi-evergreen czyli prawie wiecznie zielone”. Ma to kolosalne znaczenie. Liliowce z tych regionów mają najlepsze warunki do wzrostu. Poza glebowymi, także nasłonecznienie, wilgotność powietrza a także ilość słonecznych dni w roku. Są dlatego wyraźnie piękniejsze od dromantów, które rosną w ziemniejszych regionach – Montanie, Dakocie czy innych. Stąd też liliowce Johna Benza  czy Gossarda z Ohio w większości są dormantami lub semievergreenami.

 

Dormanty są liliowcami absolutnie odpornymi na mróz w naszej strefie klimatycznej.  Jesienią cała nadziemna część rośliny zamiera, liście zasychają, korzenie zmniejszające  objętość wodną są bardziej wyschnięte. Jeżeli nie będą sadzone w grząskiej „mokrej” glebie i nadmiar wody nie będzie spływał do niżej położonego terenu to nie wymarzną. Wiosną roślina wypuszcza liście, korzenie nabierają wody i roślina fantastycznie rośnie.

 

Semi-evegreeny – współzimozielone lub „prawie wiecznie zielone”. Liliowce w tej grupie częściowo zamierają ale cały czas rosną aż do silnych przymrozków. W niektórych latach gdy jesień jest długa i ciepła potrafią kwitnąć dwukrotnie a nawet wydają trzeci kwiatostan, późną jesienią nie zdążą jednak przed mrozami otworzyć kwiatów. Jeżeli takie odmiany posadzimy w duże donice i wniesiemy do pomieszczenia z dużą ilością światła słonecznego to okres Bożego Narodzenia mamy ukwiecony liliowcami. W praktyce jeżeli ziemia zacznie zamarzać i utrzymuje się temperatura poniżej 0 stopni C, zalecam ostrym nożem ściąć liście nad wysokością gruntu. Dotyczy to również „evergreenów”, które opiszę w następnym punkcie.

 

Evergreeny – wiecznie zielone – jest to grupa liliowców szczególnie delikatna. Większość z nich pochodzi z Kalifornii i Florydy oraz coraz częściej z Australii. Tam rosną przez cały rok. Idealny dla nich klimat, większa ilość dni słonecznych niż w innych rejonach w roku  powoduje , że są fantastycznie wybarwione. Mnożą się doskonale dając przepiękne bukiety kwiatów.

Zabezpieczenie przed zimą. 

Semi-evergreeny i evergreeny wymagają od nas trochę więcej opieki niż formanty, szczególnie w północnych rejonach Polski oraz w górach.

Należy je okrywać. Powtarzam: ścinamy liście semi jak i ever … równo z powierzchnią gruntu. Usuwamy starannie liście. Okrywamy sieczką ze słomy, wiórami (nie trocinami), korą z drzew iglastych lub włóknistym torfem. Warstwa okrywy powinna mieć co najmniej 10 cm. Można też wykorzystać różne ażurowe skrzynki plastikowe, wiklinowe itp. Nakładamy skrzynkę dnem do góry na konkretną kępę. Powstaje prowizoryczny namiot. Jeżeli nałożymy na niego liście, słomę, słomiane maty  czy folię pęcherzykową lub płyty styropianowe to rośliny zniosą nawet mrozy do -25 stopni C.

Powierzchnia gleby pod takim namiotem jest dobrze chroniona i z reguły zamarza najwyżej kilka cm. To z pewnością wystarczy aby najbardziej delikatne rośliny przetrwały do wiosny. Nie możemy jednak pozostawić tej pokrywy zbyt długo. Po 15 marca dzienne temperatury są niekiedy tak wysokie, że liliowce zaczynają rosnąć. Należy je odkrywać ale tak żeby mogły się zahartować i aby wyrastające  liście nie zostały poparzone przez mocno już wtedy operujące słońce. Jeżeli w nocy spadki temperatury są zbyt wysokie to trzeba je prewencyjnie okrywać.

Walka z gryzoniami.

Grube mięsiste korzenie liliowców są niestety przysmakiem norników i karczowników ziemnowodnych. Zalecane i wypraktykowane przeze mnie okrywanie przy pomocy skrzynek plastikowych ma oprócz zalet także pewne zagrożenie. Otóż pod ciepłymi namiotami lubią się gromadzić myszy. Należy więc umożliwić im najedzenie się do syta. Ale nie liliowcami lecz trucizną. Wykładamy pod każdą skrzynkę rurki drenarskie lub pojemniki z trucizną zawierającą zapachowe środki nęcące i koagulanty, które mumifikują  padłe  gryzonie. Po takim zabiegu zaważam każdej wiosny mniej gryzoni w ogrodzie.

[fbcommentssync]

Share This:

1 Komentarz:

  1. stachura zdzisława

    Fantastyczna strona, wreszcie trochę konkretnych informacji a nie same ogólniki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.